top of page

o SZEWCU który robi buty | #1 wiosenny detoks

Witaj! niniejszym ogłaszam, że rozpoczynam projekt WIOSENNY DETOKS.

Cel: odtrucie i odgruzowanie własnej istoty oraz osobistych przestrzeni: fizyczno-energetycznych, mentalnych i duchowych. Wyjście z uzależnienia m.in. od cukru, a przy okazji i kilu uporczywych przyzwyczajeń.

Spodziewam się, że efektem uzyskanym z tego detoksu będzie m.in. odświeżona szafa, uporządkowany notes, ustalony (i przestrzegany) rytm dobowy, wypoczęta głowa, odtrute ciało i więcej czasu i energii na to, co mnie interesuje. Spodziewam się też poprawy jakości podstawowego parametru człowieka jakim jest… pokochanie siebie. Dla mnie, w tej odsłonie, to przede wszystkim realna umiejętność zadbania o siebie, o swoje potrzeby na czas i w życzliwy sposób – a to nie takie oczywiste, gdy masz za sobą pamięć trudów dzieciństwa i ciemnych stref z dorosłego życia. To nie takie łatwe przejść od WIEM do PRAKTYKUJĘ, w towarzystwie wątpliwości, strachów i „leniucha”, który z jakiś powodów sabotuje działania lub nie ogarnia zadań dnia codziennego. A już na pewno nie ogarnia z lekkością i uśmiechem na ustach.


Czy mam zamiar podzielić się czymś co już mam w małym palcu? Nie. Dzielę się tym, jak sama się borykam ze swoją „głębią” i uzdrowieniem. Bo widzisz, teoretycznie wszystko gra. Wiedzę mam, umiejętności też, ale i koty zamiecione pod dywan posiadam. To zepchnięte w ciało i układ nerwowy emocje związane z przeszłymi wydarzeniami. Emocje, które moje ciało wyrzuciło na światło dzienne. A dokładnie – wyrzuciło na twarz trądzikiem różowatym. Gdyby się tak czepiać - to i pozostałe organy dają znać, że są już przeciążone emocjonalnym „zbieractwem”. Dbam o Ciebie, a u mnie się nazbierało… ech…



Czyżbym była szewcem, który bez butów chodzi?!

Jako perfekcjonistka przyznałabym ze wstydem, że… tak. Jako terapeuta oto właśnie pokazuję słabość i niespójność. Nadużyłam i zaniedbałam samą siebie, nie zareagowałam na czas, gdy zmieniały się moje warunki pracy. Ciało przecież somatyzuje i choruje dopiero na końcu. A skoro moje choruje to... niedopuszczalne! …porażka…! I owszem, tak jest. I owszem – tak złośliwie czasami sobie w myślach pocisnę, ale… nie jestem do tych myśli przywiązana jakoś szczególnie. To tylko myśl i pozostałości po skutkach dziecięcych traum.

I Ty też - zanim wyślesz mnie na banicję i zaproponujesz podanie się do terapeutycznej dymisji - posłuchaj jeszcze przez chwilę.


Przeszłam w życiu swoje, a droga, którą dreptałam, szczególnie w ostatnich latach, była dla mnie wymagająca. Jeśli wcześniej znalazłam się „w piekle” - na własne życzenie, to już z niego dawno wyszłam. I pomimo, że jeszcze być może otacza mnie smród palonej smoły, to jednak jestem inną osobą, w zupełnie nowym miejscu. Co oznacza, że dopiero dzisiaj prawdopodobnie jestem gotowa (...tylko czy chętna?!) dostać się do kolejnej warstwy swoich emocji i wspomnień zakopanych w zakamarkach „niepamięci”. Powinnam dać radę ją transformować. Przeżyć! I odpuścić. Stać się jeszcze bardziej wolnym człowiekiem. I stworzyć jeszcze piękniejszą relację z samą sobą. Czyż nie do tego zapraszam jako terapeuta? Dokładnie do tego.

Zatem nie zamierzam ukrywać za milczeniem, tego czy sobie radzę i jak sobie radzę, co robię kiedy się potykam i jak się mam, gdy osiągam sukces w pracy ze sobą. Bo i tak poprzez rolki, relacje, webinary, zdjęcia i inne elementy życia social-mediowego widzisz w jakim stanie jestem i na pewno efekty też widzieć będziesz. To po co ukrywać czy przykrywać makijażem czy archiwalnymi fotkami swój stan i proces? To po pierwsze.

Po drugie.

Dotąd moją mocną stroną był optymizm, wewnętrzna siła, która pozwalała mnie czy moim bliskim podnieść się z najbardziej trudnych sytuacji, beznadziejnych stanów i skutków. Ta siła nie pozwoliła mi poddać się na żadnym etapie mojego życia. Umiem towarzyszyć innym gdy muszą przejść „przez krzaki malin”, coś bolesnego w sobie. Nie jestem od Ciebie ani lepsza, ani inna, ani jakoś tak perfekcyjnie – jak to ujęła pewna Pani D.: onieśmielająco - „przepracowana”. Nie jestem też idealnie ugruntowana w „duchowym” stosowaniu zasad wszech-świata. Znam za to samo-manipulacje i oszustwa, trudy i mielizny przechodzenia samego siebie. A to jest teraz kolejna wspinaczka na Mount Everest - obecnych ograniczeń.

Jestem terapeutą we własnym procesie transformacji i... jak mi te buty wyjdą, nie wiem jeszcze, ale mam w sobie dużo… zacięcia, by wyszły :)


Więc raczej sparafrazuję odpowiedź tak:

czuję się szewcem, takim w trakcie procesu tworzenia butów!


A dlaczego od razu rozgłaszam… projekt? Bo to dobrze brzmi „social-mediowo” i brzmi trochę mobilizująco. Po prostu biorę się za „niespójności” z tego etapu życia. By mieć się lepiej i zdrowiej. No… i trochę mam nadzieję poświecić przykładem, ale… zobaczymy czym ostatecznie zaświecę

A Ty możesz sobie mnie tutaj podglądać w tym moim „tworzeniu butów”, dołączać, testować lub komentować i dzielić się swoimi wnioskami. Razem łatwiej o motywację IRI


Comentarios


IMG_0840_edited.jpg
bottom of page